czwartek, 4 listopada 2010

Dragon z Pieszyc, gdzie bezdomnych zwierząt nie ma

Komendant pieszyckiej straży miejskiej twierdzi, że umowy nie podpisano bo schroniska są przepełnione, ale ten argument wydaje się być mało trafiony, biorąc pod uwagę, że z ust komendanta pada zapewnienie, że w gminie w tym roku nie trafił się jeszcze ani jeden bezpański pies, którego trzeba byłoby oddać do schroniska… [źródło: http://pieszyce.info/?p=120]

Całe szczęście, że schroniska niby przepełnione i całe szczęście, że Krzysztof. S. - oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami -  już nie prowadzi działalności gospodarczej. Bo byłoby już po psie - bezdomnym, bardzo chorym i wycieńczonym, który od wielu tygodni wałęsał się po Bielawskiej w Pieszycach. Z drugiej strony - skoro problemu bezdomności tam nie ma, to takie psy na ulicy często skazane są na cierpienie bez niczyjej pomocy. Nawet jeśli pomocą miałoby być zamęczenie psa na śmierć za publiczne pieniądze. Trudny paradoks - szczególnie dla Burmistrza Pieszyc. 

Nie sposób przejechać przez Pieszyce i mając dobre serce nie wyjechać z jakimś psem z Pieszyc. Nam do auta zmieścił się tylko jeden, choć potrzebujących było więcej. Dragon - jak go nazwaliśmy - 10 letni zaniedbany pies z gigantycznym guzem, najprawdopodobniej nowotworowym na prawym udzie. Ledwo chodził - jak mówili ludzi od kilku tygodni sobie po Pieszycach. Ale chodził, choć przecież w Pieszycach bezdomnych zwierząt nie ma. 

Jeśli guz nie będzie złośliwy, piesek trafi na dożycie do dobrych ludzi, na których liczymy. W Pieszycach nie miał czego szukać. Tam wiedzą to nawet przypadkowo napotkani na ulicy ludzie.

Więcej zdjęć w EKOGALERII

poniedziałek, 27 września 2010

Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt? Wolne żarty!

Sezon jeszcze nie otwarty 
a już miejscowi mówią 
że tu się nic nie zacznie

/Rafał Wojaczek/ 

W mediach ostatnio głośno o nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Posłowie pięknie opowiadają o biednych pieskach i fajnych organizacjach ochrony zwierząt. W zasadzie jeśli wszystko nie jest jeszcze super i w ogóle, to wkrótce będzie. Tymczasem proponowane przez organizacje ochrony zwierząt poprawki do ustawy z 1997 roku, niezależnie od ich trafności i jakości, sukcesywnie giną w komisjach sejmowych. Może też na szczęście, bo polska ustawa o ochronie zwierząt ma „ochronę zwierząt” tylko w nazwie, w treści zaś przypomina  niespójny bełkot pijaka spod budki z piwem. I niczego nie zmieni to, że pod budkę z piwem czasami zawita dystyngowany mężczyzna ze szklanką whiskey.

Ustawę należy zwyczajnie napisać od nowa, biorąc pod uwagę standardy opieki nad zwierzętami, które są banałem w większości krajów zachodniej Europy. Wątpliwe jest jednak, czy sejmowi prawodawcy, niezależnie od ich domniemanych dobrych chęci /których zresztą brak/, będą kiedykolwiek potrafili sformułować czytelne i jednoznaczne prawo ochrony zwierząt. Łatwiej zaorać ten kraj i zacząć wszystko od początku.

Rzeźnie dla bezdomnych zwierząt za publiczne pieniądze? Uzależnienie odpowiedzialności karnej sprawcy za znęcanie się nad zwierzętami od jego formalnego wykształcenia? Idiotyczne przepisy dotyczące czasowego odbioru zwierzęcia? To naprawdę nic w porównaniu z tym, co ostatnio otrzymaliśmy z Sądu Rejonowego w Wieluniu. Na podstawie ustawy ochronie zwierząt, rzecz jasna. Absurd w czystej formie, choć treść idiotyczna.

W 2008 roku, gdy EKOSTRAŻ nie znajdowała się nawet w sferze marzeń sennych, Sąd Rejonowy w Wieluniu skazał jakiegoś Pana za wykroczenie przeciwko ochronie zwierząt (niewłaściwe warunki bytowania psów w hodowli) na karę 130 zł zwrotu kosztów sądowych oraz postanowił o przepadku zwierząt NA RZECZ SKARBU PAŃSTWA. 7 września 2010 roku Sąd wystosował do Ekostraży we Wrocławiu – nie wiedzieć zupełnie czemu – pismo nakazujące Stowarzyszeniu odbiór tych zwierząt (5 bliżej nieokreślonych psów) z jakiegoś hotelu dla zwierząt, w jakichś Wojtyszkach koło Łodzi w ciągu 14 dni pod rygorem zwrócenia się do sądu rejestrowego o wykreślenie Ekostraży z rejestru Stowarzyszeń z powodu „niewykonywania przez organizację jej celów statutowych”.


Śmieszne? Tragiczne? Absurdalne? TAK! Zgodnie z art. 38 ustawy o ochronie zwierząt sąd ma prawo nakazać dowolnej organizacji społecznej zajęcie się zwierzętami, w stosunku do których orzeczono przepadek na rzecz skarbu państwa. Niezależnie od tego, czy uczestniczy ona w postępowaniu, czy nie, czy wie o co w ogóle chodzi w sprawie, czy nie. Organizacja formalnie nie powinna odmawiać: powinna grzecznie jechać pod Łódź i grzecznie zabrać pieski. Czy ma za co, czy nie ma, czy ma co zrobić z tymi zwierzętami, czy nie. Niezależnie od tego jakie rzeczywiście ma możliwości. Cóż, my w Ekostraży – małym lokalnym DOLNOŚLĄSKIM  stowarzyszeniu – rzeczywiście nie mamy nic innego do roboty, nie zajmujemy się społecznie żadnymi zwierzętami, mamy nadmiar pieniędzy z darowizn i mnóstwo miejsc bytowych, które tylko czekają na kaprys sędzi z Sądu w Wieluniu lub innej. Nie prowadzimy także żadnych postępowań karnych, nie zajmujemy się czasowo żadnymi zwierzętami, żadne zwierzęta – na nasz wniosek – nie ulegają przepadkowi na naszą rzecz. Sielanka po prostu.

Stąd też jasne jest, że odmowa odebrania tych zwierząt świadczy o patologicznym niewykonywaniu przez nas założonych celów statutowych. Oczywiście nie zamierzamy odbierać żadnych zwierząt należących do SKARBU PAŃSTWA, gdzieś kilka lat hotelowanych w efekcie sprawy, w której nie uczestniczyliśmy i o której nie mamy zielonego pojęcia. Nie stać nas na to w świetle naszych własnych problemów, zobowiązań, zwierząt. Stąd też z radością zaproponujemy Sądowi w Wieluniu, żeby wystąpił do Krajowego Rejestru Sądowego o wykreślenie nas z rejestru Stowarzyszeń. Zdanie sądu dla sądu powinno mieć znaczenie. Któż w końcu może wiedzieć więcej o naszej rzeczywistej codziennej pracy.

Jest w tym jakaś metoda: będzie afera, która zwróci uwagę na to, że żyjemy w rzeczywistości prawnej, która wymaga nie tyle poprawy, co całkowitej rewolucji.

Jesteśmy zdumieni, zszokowani, rozczarowani i jak nigdy wcześniej świadomi, że w tym chorym kraju już nigdy nic się nie zacznie. To jest po prostu kpina i absurd.

sobota, 25 września 2010

Potrącony kot i inne zwierzaki

22 września 2010 r. na Psim Polu malutki, zaledwie sześciotygodniowy kotek, został potrącony przez samochód. Kotek o mały włos nie został przejechany przez inne przejeżdżające auta, których kierowcy zupełnie nie przejmowali się czołgającym się po jezdni maluchem. Ostatecznie ktoś się wreszcie nad nim zlitował. Zwierzę trafiło pod troskliwą opiekę Ekostraży. Przeprowadzone badanie RTG wykazało m.in. złożone złamanie obu kości udowych. Kotek jest w trakcie leczenia i zrobimy wszystko, by mógł on w przyszłości normalnie poruszać się.
  
Więcej zdjęć w galerii PICASA 

Pod naszą opieką w ostatnim czasie znalazł się także dotkliwie pogryziony przez psa łabędź, którego - pomimo szybkiej i profesjonalnej pomocy - nie udało się uratować.


 Ciągle opiekujemy się 22 jeżami. Maluchy zaczęły już jeść mięso oraz robaki. Wśród naszych nowych jeżowych nabytków jest maluch z poważnie zranioną nogą oraz maluch z wynicowanym na zewnątrz odbytem. Wszystkie jeże, którymi aktualnie się zajmujemy, spędzą z nami zimę, wygrzewając się na macie weterynaryjnej w komfortowej dla siebie temperaturze 37 stopni Celsjusza. Jak im dobrze, widać poniżej.


Ze spraw "urzędowych" warto wspomnieć, że jesteśmy oskarżycielami posiłkowymi w Sądzie w Dzierżoniowie w procesie przeciwko Krzysztofowi Sawickiemu, oskarżonemu o znęcanie się nad zwierzętami w prowadzonym dla siebie "pensjonacie" dla zwierząt. 15 września 2010 r. odbyło się pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie. Udało nam się także przed sądem wygrać spór z Prokuratorem Rejonowym w Dzierżoniowie o to, czy możemy być pokrzywdzonymi w sprawie porzucenia przez Burmistrza Pieszyc i Prezydenta Świdnicy bezdomnych psów na terenie "pensjonatu" Krzysztofa Sawickiego i skarżyć się na umorzenie postępowania w tej sprawie. 


Tak w ogóle, to przez dotychczasowy, stosunkowo krótki okres działania EKOSTRAŻY możemy pochwalić się także dwoma prawomocnymi decyzjami jednostek samorządu terytorialnego, w tym Prezydenta Wrocławia, o czasowym odebraniu zwierząt w ramach podejmowanych przez nas interwencji. Mamy nadzieję, że sprawy te zakończą się wyrokami dla właścicieli znęcających się nad swoimi własnymi zwierzętami.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Najnowsze wieści z Ekostraży

I. JEŻYCZKA
Jeżyczka z uszkodzoną przednią łapką przeżyła i zjeździła już cały Wrocław w celu konsultacji weterynaryjnych. Ostatecznie podjęto decyzję o amputacji łapki, którą wczoraj profesjonalnie przeprowadził dr Radosław Toś z Kamieńca Wrocławskiego (serdecznie dziękujemy). Jeżyczka dziś czuje się świetnie i jest karmiona z ręki pyszną wołowiną, którą zjada ze smakiem. Niestety ujawniono również problem z tylną łapką. Na razie czekamy: kilka dni, by jeżyczka doszła do siebie po zabiegu oraz by wyjaśniła się sprawa tylnej łapki oraz kilka tygodni, by zobaczyć, jak zwierzątko poradzi sobie bez przedniej łapki. Na razie sobie nie radzi, więc być może zostanie w pełni domową (bo nawet nie ogrodową) jeżyczką. 

Przed amputacją:  


Po amputacji:


II. Jeżyk 
Wczoraj rano trafił do nas jeż, najprawdopodobniej zatruty środkami ochrony roślin. Leczący go intensywnie lekarze weterynarii nie zauważyli jednak, że zwierzątko bardzo cierpi, że zagnieździły się na nim larwy much, że zwyczajnie rozkłada się, choć ciągle żyje. Jeżyk odszedł sam podczas przewożenia go do współpracującego z EKOSTRAŻĄ kompetentnego lekarza weterynarii. 



III. Myszołów
Trafił do nas dorodny myszołów, który nie radził sobie na wolności. W chwili obecnej przebywa na obserwacji u zaprzyjaźnionego z nami lekarza weterynarii, celem stwierdzenia ewentualnych uszkodzeń ciała.  



IV. Malutki jeżyk
Jeżyk znaleziony przy drodze w Obornikach Śląskich pięknie je i przybiera na wadze pod opieką naszych wolontariuszy. Zaleczono stan zapalny ucha, z osłabienia malucha nie korzystają także larwy żadnych owadów. Zwierzątko będzie musiało przezimować pod opieką EKOSTRAŻY. 


V. Interwencja - pies
Wczoraj Komenda Miejska Policji we Wrocławiu poprosiła EKOSTRAŻ o pomoc w interwencji u osoby, która - zgodnie ze zgłoszeniem - znęca się nad psem (buldog amerykański). Udaliśmy się na miejsce z funkcjonariuszami policji. Zastaliśmy tam głodnego psa oraz skrajnie pijaną opiekunkę. Opiekunka trafiła do izby wytrzeźwień, a pies wrócił do swojego właściciela, który - jak się okazało - z powodu poważnych problemów zdrowotnych oddał zwierzę pod krótką czasową opiekę skrajnie nieodpowiedzialnej osoby. Właściciel został poinformowany o sytuacji i zobowiązał się do większej troski o dobro własnego psa,  w tym przede wszystkim o lepszy dobór opiekunów dla niego.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie...

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie
Moje prawo to jest pańskie lewo.


/A. Osiecka/

Dziś dzień pełen jeżowych dramatów. Jeże - obok wiewiórek - to nasze ulubione małe ssaki, którym pomagamy wyjątkowo osobiście. Stąd dziś były łzy, że los taki okrutny. Najpierw - dzięki nawiązanej współpracy z Panem Andrzejem Kuziomskim z Krakowa, sztukmistrzem pomocy dla jeży w Polsce - trafiła do nas jeżyca z Kluczborka. Z poważnie bezwładną przednią łapką i z tymi jeżowymi oczkami ufnie patrzącymi. Jeżyca była dziś na Klinice UP: dostała antybiotyk i lek przeciwzapalny, jutro będzie konsultowana i prześwietlana. I tak przykro, że nie może pójść, gdzie by chciała, w ramach swojego jeżowego losu.  I tak przykro, że nie wiadomo, czy pójdzie gdziekolwiek i kiedykolwiek.

Trzeba poznać te cudowne zwierzęta, żeby wiedzieć JAK PRZYKRO .


A wieczorem dzięki wielkiej przyjaciółce zwierząt z Obornik Ślaskich - Gosi - trafił do nas malutki jeżyk. Tak malutki, że początkowo nie mogliśmy uwierzyć, że taki mały, że taki sam, że taki obok asfaltowej drogi. Ten najmniejszy jeżyk w naszej historii dzielnie pije specjalne mleko i wierzymy, że przeżyje i kiedyś zostanie dorodnym jeżem (samiec). Walka jeży o życie budzi podziw i szacunek: zwierzątka te mają wyjątkowy apetyt na życie. Stąd też ten nasz zakręt dziś.


Dziś noc czuwania i karmienia. Nim robotnicy wstaną, będzie jasne co komu pisane i kto będzie żył. Świadomość tego jest straszna, bo chodzi o wyjątkowo cudowne zwierzęta, jakimi są jeże. 

TRZYMAJCIE KCIUKI!

środa, 18 sierpnia 2010

Jaka róża, taki cierń...

Jakie życie, taka śmierć - nie dziwi nic
Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic
Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic
Nawet to co jest, co wyrywa z nas
Cały zapas słów
Cały spokój serc


/Jacek Cygan/

A ostatnio u nas: lisek, który przeżył zaledwie trzy miesiące, po czym został dotkliwie potrącony przez samochód. Nad liskiem zlitowali się w końcu przejeżdżający ludzie. I znów walka o godną śmierć dla liska: kto przyjmie liska, kto się nie boi wścieklizny, kto nie uważa potrąconego liska za zbędnego pacjenta, kto chce go w ogóle zobaczyć. Z pomocą przyszła EKOSTRAŻ. Lisek został "przejęty" i przekazany pod opiekę lekarza weterynarii - specjalisty od dzikich zwierząt. Oględziny zwierzęcia wykazały agonię spowodowaną poważnymi uszkodzeniami wewnętrznymi. Zwierzę zostało humanitarnie uśmiercone. Pani doktor stwierdziła, że przy drodze - w rowie lub krzakach- ranne zwierzę mogłoby konać jeszcze nawet kilka godzin. 

Nie udało się także uratować bardzo osłabionego ptaka - bąka.


Trafiły do nas także ostatnio dwa kotki, które ludzie o dobrym sercu (jakie serce, taki lęk) znaleźli w stanie znacznego wygłodzenia na ulicy. Koty zostały objęte specjalną EKO-OPIEKĄ i zostaną skierowane do adopcji.




Sunia zabrana spod drogi koło Lublina, której nikt nie chce, okazała się być sunią w zaawansowanej ciąży. Na dniach spodziewamy się przyjścia na świat dzieci suni (oby tatuś był ładniejszy i bardziej charakterny ;-)))

Poza tym dzielnie walczymy z Prokuraturą Rejonową w Dzierżoniowie w sprawie uznania nas za pokrzywdzonych w sprawie porzucenia przez Burmistrza Pieszyc 36 psów w umieralni dla psów w Dobrocinie. Bo nie dziwi nic. Walczymy dzielnie i z pomocą wielu renomowanych kancelarii prawnych, które udało nam się pozyskać dla idei EKOSTRAŻY. 



Po kilkunastu tygodniach zaczynamy także szukać miejscówki na wolności dla naszego jeża. M.in. na luksusowy domek dla niego zbieramy na naszej specjalnej aukcji allegro. SERDECZNIE dziękujemy wszystkim za wsparcie!


wtorek, 27 lipca 2010

Śmierć pięknej sarny i inne historie

najpierw pstrąg
a za pstrągiem karp
potem ja
po mnie morski koń
morski pies
a na końcu kot
nie ma cię -
moja śmierć na pięć

[G. Ciechowski, "Śmierć na pięć"]

Po tym, gdy trafił do nas lisek, którym ktoś zajmował się myśląc, że to szczeniak i po wszystkim innym, ciągle myśleliśmy, że nic nas już nie zdziwi. Dziś zdziwiło i to bardzo. Zawiadomiono nas, że na wrocławskich Kowalach dosłownie na oczach ludzi kona młoda sarna z odciętą nogą. Widok był makabryczny: sarenka skacząc sobie po terenie jakiejś firmy, nie przejmując się zupełnie tym, że to teren prywatny, że to teren nieuprzątnięty, że to rewir człowieka, a nie jakiejś tam sarny, zahaczyła o cieniutką jak brzytwa stalową płytę i odcięła sobie nogę. Na miejscu zastaliśmy przeraźliwie zawodzącą sarenkę ze znacznym fragmentem tylnej kończyny wiszącej jedynie na fragmencie skóry, ze znacznym krwotokiem. Kość była przecięta precyzyjnie jak skalpelem. W tle, gdzieś z krzaków, odzywał się także poruszony sytuacją koziołek. 

Panowie "z firmy" niezbyt chętni byli oglądać sarenkę (słaba płeć). Pomimo poważnego uszkodzenia ciała, sarenka nam nie ufała i uciekała, co dopełniło makabrycznego wymiaru tego zdarzenia. Udało nam się ją wreszcie odłowić i niezwłocznie przewieźć do lekarza weterynarii, który stwierdził konieczność bezzwłocznego uśmiercenia zwierzęcia ze względów humanitarnych, tj. ze względu na potworne cierpienie sarny i brak możliwości jej skutecznego leczenia. Sarna została uśmiercona w modelowy, najbardziej humanitarny sposób, tak jak najbardziej kochane zwierzę domowe, gdy nie można mu już pomóc. 






Takie trudne sytuacje zdarzają się często w naszej pracy. Dzikimi zwierzętami i jakością ich śmierci nikt się w zasadzie nie przejmuje. Kilka tygodni temu ktoś się wreszcie zlitował i zawiadomił nas o konającej wielkiej i pięknej sowie. Sowa była żywcem zjadana przez larwy: z jej dolnych kończyn zostały tylko kikuty. Żywcem gnijąca sowa została uśmiercona przez lekarza weterynarii.



Ze złych wiadomości: przegrywamy 1:0 z Prokuraturą Rejonową w Dzierżoniowie w sprawie wysyłania przez Burmistrza Pieszyc bezdomnych psów do umieralni dla zwierząt Krzysztofa Sawickiego w Dobrocinie, ale dzięki zaangażowaniu aż pięciu prawników (pro publico bono), liczymy na szybki zwrot akcji w sprawie.

Są też świetne wieści: zwierzęta pod naszą opieką mają się świetnie i raz po raz trafiają do adopcji lub naturalnego środowiska życia. Na przykład tylko dziś wypuściliśmy na wolność osiem jerzyków, którymi zajmowaliśmy się od samego początku.